» » Recenzja Mamma Mia

Recenzja Mamma Mia

  • 0
Czekając w kinie na seans, do moich rąk dostała się ulotka tejże produkcji. Dowiedziałam się z niej, że zanim powstał film wyreżyserowano przedstawienie teatralne, które odniosło sukces na całym świecie. Zostało zorganizowany przez trzy kobiety - panią producent Judy Cramer, scenarzystkę Catherine Johnson oraz reżyserkę Philldę Lloyd… Oczywiście zrobił natychmiastową karierę. Następnie, ulotka informuje, że teraz nadszedł czas, aby zobaczyli to w formie kinowej wszyscy ludzie na świecie. Te same panie postanowiły zorganizować wersję filmową. Dobrały gwiazdorską obsadę, która już samymi nazwiskami zaprasza na seans - Meryl Streep, Amanda Seyfried, Colin Firth, Pierce Brosnan… można by jeszcze długo wymieniać. Na jednej z greckich wysp ma odbyć się wesele. Za mąż wychodzi Sophie, córka tytułowej Mamma Mii - Donny. Dziewczyna ma 20 lat i nie zna swojego taty. Stwierdza, że bez niego nie odnajdzie siebie i… postanawia zaprosić trzech prawdopodobnych ojców na uroczystość. Podkrada mamie pamiętnik z dzieciństwa, łączy fakty i voila! ma trzy imiona i nazwiska.
Mężczyźni zjawiają się i zaczyna się przezabawna historia. Donnie przypomina się hipisowskie życie z przed dwudziestu lat, co doprowadza do śpiewania kolejnych piosenek Abby… Mama zastanawia się w nich czy podjęła dobrą decyzję, czy nie powinna była zrobić inaczej… Co się stało ze ’starymi dobrymi czasami’…
A jeśli mowa o wokalu, to pani reżyser Lloyd nie stawia na nieskazitelność, a na prawdziwość. śpiew gwiazd nie jest bezbłędny, czasem można usłyszeć nawet fałsze. Ale to nieważne! Nie o to tutaj chodzi. Brzmią za to oryginalnie. Nie dzieje się tak, jak w niektórych musicalach - gdy aktorzy zaczynają śpiewać nie odrywamy się od rzeczywistości filmowej a pogłębiamy w nią.
Co do gry aktorskiej, to Meryl Streep jako Donna sprawuje się idealnie! Jest wyjątkowo wyrazista i szczera w swojej grze. Zresztą jest to aktorka takiego rzędu, że broni się właściwie już samym swoim nazwiskiem. Jej filmowe przyjaciółki -Christine Baranski i Julie Walters stworzyły idealny duet.  Męskie grono - między innimi Pierce Brosnan i Colin Firth zagrało idealnie, a zaśpiewało jeszcze lepiej!
Muszę przyznać, że film w pewnych momentach był tak śmieszny, że popłakałam się w kinie trzy razy! Dawno się tak dobrze nie bawiłam na filmie!
Jestem w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że owy musical może trafić na tę samą półkę co na przykład Moulin Rouge czy Upiór w Operze, bo będziemy o nim tak samo długo pamiętać.
Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.