» » Recenzja Przed wschodem słońca (Before Sunrise) (1995)

Recenzja Przed wschodem słońca (Before Sunrise) (1995)

  • 0

Czy jest możliwe, żeby cała akcja filmu opierała się na rozmowie? Czy możliwy jest udany film dwojga aktorów? Ależ oczywiście. Przykładem takiej produkcji jest właśnie Before Sunrise.
Poznajemy Amerykanina - Jesse i Francuzkę – Celine. Jadą razem pociągiem. Powoli, ukradkiem spoglądają w swoją stronę. W pewnym momencie mężczyzna proponuje dziewczynie, żeby razem wysiedli w Wiedniu. Rozmowa była tak interesująca, że ta przez chwilę się waha, ale przecież „lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż że się tego nie zrobiło”. Wysiadają zatem i postanawiają poświęcić noc na poznanie siebie. Poświęcić to właściwie złe słowo, bo widać po obojgu, że tego właśnie pragną. Oboje wiedzą, że mają czas tylko do poranka, kiedy to dziewczyna będzie musiała wsiąść w pociąg do Paryża. W ten sposób zdają sobie sprawę, że muszą docenić każdą najmniejszą chwilę, gest, słowo, chłonąć wszystko, bo czas ucieka.
Spacerują i rozmawiają, siedzą w kawiarni, leżą… Wszystko w tym filmie opiera się na inteligentnych dialogach. Bohaterowie rozmawiają niemal bez przerwy. O miłości, polityce, przeszłości i planach. Poprzez ich wzajemne poznawanie się, my poznajemy poszczególnych bohaterów. Mimo iż w filmie nie padają słowa ‘kocham Cię’ i tak wiemy, że bohaterowie są głęboko sobą zauroczeni.
Film  doczekał się swojego sequela - Before Sunset - gdzie ta sama para bohaterów spotyka się po latach…
Perfekcyjna jest w tym filmie gra aktorska Ethana Hawka i Julie Delpy. Właściwie jedyne co robią to rozmawiają, jednak z taką inteligencją i magią zarazem, że ogląda się ich wciągniętym do końca. Idealnie utożsamiają się ze swoimi bohaterami, poprzez jednocześnie erotyczny i nieśmiały wygląd.
Nie pozostaje mi nic innego jak tylko gorąco polecić.
Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.