» » Recenzja Fred Claus – brat Świętego Mikołaja / Fred Claus (2008)

Recenzja Fred Claus – brat Świętego Mikołaja / Fred Claus (2008)

  • 0

Normą stało się, że z okazji każdych nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, hollywoodzcy filmowcy tworzą filmy o tematyce związanej z tymi niezwykłymi dniami.
Z roku na rok poznajemy coraz to bardziej niezwykłe przygody Świętego Mikołaja, historie romantyczne czy komedie, których tłem jest zielone drzewko, rodzinne spotkanie czy śnieżny biały puch. W większości przypadków jest to kino skierowane do najszerszego grona publiczności czyli wszystkich. Produkcje opieczętowane mianem familijnych, są lekkie, łatwe i przyjemne, nie zmuszają widzów do znacznego wysiłku intelektualnego, co przyciąga rzesze zwolenników.
Któż mógłby wyobrazić sobie Gwiazdkę bez sympatycznego, poczciwego staruszka w czerwonym kubraczku, obdarowującego wszystkie grzeczne dzieci wymarzonymi prezentami. Zarówno mali jak i duzi z niecierpliwością czekają na ten wyjątkowy moment. W historiach o Świętym Mikołaju najczęściej skupiano się na jego osobie, otaczającej go świcie elfów i fabryce wytwarzającej podarki. Rzadko wspominano o rodzinie, którą zazwyczaj ograniczono do Pani Mikołajowej. W nowej komedii familijnej, reżysera takich filmów jak „Polowanie na druhny” czy „Rycerze z Szanghaju” poznajemy zabawną opowieść o starszym bracie mieszkańca Bieguna Północnego. David Dobkin wraz z scenarzystą Danem Fogelmanem stworzyli pełen humoru i jednocześnie nauki film, który zachęca swoją prostotą treści. Na domiar tego zaangażowanie takich aktorów jak: Kevin Spacey, Rachel Weisz, Vince Vaughn czy rapera Ludacrisa musiało przyczynić się do powodzenia tej produkcji.
„Fred Claus – Brat Świętego Mikołaja” rozpoczyna się wspomnieniem, obrazującym lata dzieciństwa w rodzinie Clausów. Jesteśmy świadkami narodzin przyszłego Świętego Mikołaja, który od najmłodszych lat przejawiał wolę samarytanina. Jego starszy brat Fred (Vaughn ) obiecał mu, że będzie jego najlepszym starszym bratem na całym świecie. Jednak jak to bywa w większości przypadków łatwiej jest dać słowo, aniżeli go dotrzymać, co w ostatecznym rozrachunku doprowadza do rodzinnych niesnasek. Kiedy rodzeństwo dorosło ich drogi rozeszły, przez co wzajemny kontakt ograniczył się prawie do zera. Po krótkim odtworzeniu faktów, akcja filmu powraca do współczesnej rzeczywistości, w której Fred jest komornikiem, paradoksalnie nienawidzącym świąt i wszelkich rzeczy z nimi związanych. Planuje rozkręcić własny biznes, zakładając biuro bukmacherskie, jednak na jego rozruch potrzebuje znaczne sumy pieniędzy. Z prośbą o pożyczkę zgłasza się do młodszego brata Świętego Mikołaja, który udzieli kredyty pod jednym zasadniczym warunkiem. Fred ma przyjechać na Biegun Północny i przez parę dni popracować w fabryce zabawek. Jego zadaniem jest weryfikacja dzieci pod względem grzeczności, co później warunkuje otrzymanie prezentu. W między czasie do wioski przyjeżdża Clyde, kontroler wydajności, który ma nie zbyt czyste intencje.
Wytwórnia Warner Bros. słynie z kina familijnego na wysokim poziomie. Filmy w ich wykonaniu charakteryzują się przejrzystością fabuły, stonowanym humorem i przesłaniem ukrytym w treści. Najlepszym tego przykładem jest opisywany przeze mnie film. Historia w nim opowiedziana udawania, że rodzina jest fundamentalną częścią życia każdego człowieka. Nie kochajmy jej członków za to kim są, tylko jacy są. Nie odwracajmy się od nich plecami, kiedy potrzebują naszej pomocy. Bądźmy zawsze w pogotowiu, aby w każdej sytuacji wspierać się nawzajem. Czy jesteś spokrewniony z prezydentem, aktorem czy nawet Świętym Mikołajem, w życiu ważne jest ramię, na którym możesz się wesprzeć w trudnych chwilach, bo w przeciwnym razie świat zrobi z ciebie przystawkę na drugie śniadanie.
Informacja
Członkowie grupy Gość nie posiadają uprawnień do komentowania tego artykułu.